Przekracza bariery wytrzymałości, które dla przeciętnych ludzi są niewyobrażalne. Osobą, która przekracza swoje własne słabości jest Waldemar Kończak, mieszkaniec Trzebcza.
Waldek kończy w tym roku 43 lata. Jest facetem w średnim wieku, który zaledwie od trzech lat pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli chodzi o ultratriathlon. O tej dyscyplinie sportu marzył od dziecka i właśnie teraz realizuje swoje marzenia. Od urodzenia jest polkowiczaninem. Mieszkał przy ulicy Ociosowej. Od 12 lat jest mieszkańcem Trzebcza. Jak większość z dzieci chodził do przedszkola, potem do Szkoły Podstawowej nr 4. Uczył się w Zespole Szkół w Polkowicach. Od małego chłopca chciał zostać sportowcem. Najbardziej podobało mu się pływanie i jazda na rowerze. Będąc w drugiej klasie szkoły podstawowej zapisał się do klubu MKS Płetval. Jego trenerem był Zbigniew Puchalski, który uczył go pływania. Pasję sportową zaszczepili mu rodzice, którzy prowadzili aktywny tryb życia. Wycieczki rowerowe i wspólne bieganie spowodowały, że Waldek coraz częściej myślał o uprawianiu triathlonu. Jego pierwszym trenerem był ojciec Adam, który odkrył u syna potencjał do uprawiania tej dyscypliny. – Zawsze chciałem aby moi synowie trenowali. Sport wyrabia charakter i samodyscyplinę. I tak trafiliśmy najpierw na duathlon, a później na triathlon. Ponieważ były to początki tej dyscypliny w Polsce, to sami organizowaliśmy treningi, tak naprawdę ucząc się tych dyscyplin. U Waldka ta pasja pozostała do dzisiaj i jestem dumny z jego osiągnięć – mówi Adam, ojciec Waldka.
TRIATHLON NA POWAŻNIE
Poważne uprawianie triathlonu rozpoczęło się w wieku 15 lat. Waldkiem zaopiekował się jeden z najlepszych szkoleniowców w kraju – Paweł Barszowski. Od tego czasu odnosił sukcesy. Jednym z nich był złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski Seniorów w sztafetach. Były też medale Pucharu Polski, i to sporo. Niestety, w tamtych latach ta dyscyplina sportu nie była popularna w Polsce, tak więc o sukcesach rzadko się mówiło. Nie była też finansowo opłacalna. Wkraczając w dorosłe życie, mój rozmówca musiał więc poszukać innego sposobu na życie. Karierę sportowca zakończył w wieku 20 lat i wyjechał za chlebem do Włoch.
BIZNES ŻYCIA
Wyjazd do Włoch pozwolił mu rozkręcić biznes życia, związany również ze sportem. Sprzedawał markowe rowery, prowadząc jednocześnie serwis. Po dziewięciu latach wrócił do Polkowic i nadal prowadził tę działalność.
POWRÓT DO TRIATHLONU
Pobyt we Włoszech biznesowo był udany. Niestety, pojawiły się problemy zdrowotne. Waldek przeszedł pięć operacji kręgosłupa. Groziło mu nawet trwałe kalectwo. I wtedy sport pomógł mu wrócić do pełni sił. Duża w tym zasługa żony Moniki, która czuwała nad jego kondycją fizyczną. Przypadek sprawił, że Waldek po raz kolejny uwierzył, że może wrócić do sportu.
PREZENT URODZINOWY
Do sportu wrócił dzięki ogromnemu wysiłkowi. Mając 40 lat postanowił zrobić sobie prezent urodzinowy i spróbował swoich sił w zawodach triathlonowych w Malborku. Udało się je ukończyć, chociaż czas nie był rewelacyjny.
POWAŻNE WYZWANIA
Rok później zaczęło się na poważnie. Pojechał na zawody do Niemiec i ukończył 2x Ironmana zajmując drugie miejsce. Ten sukces dał mu motywację do jeszcze większych wysiłków. W następnym roku wygrał 3x Ironmana na zawodach w Austrii. Od zawsze jego marzeniem był start w Mistrzostwach Świata. Zawody odbyły się w tym roku i Waldek wziął w nich udział przygotowując się aż dziewięć miesięcy. Trenował kilka a nawet kilkanaście godzin dziennie. Wszystko podporządkował tym zawodom. Niestety, tym razem psychika nie wytrzymała, choć fizycznie od odczuwał żadnego zmęczenia. Na 30 kilometrów przed metą był drugi. Wtedy zaczął się dramat, który logicznie trudno wytłumaczyć. Zszedł z trasy będąc przekonany, że rywale go dogonią i zostanie bez medalu. Po zawodach okazało się, że jego rywale byli daleko za nim. Z pewnością dobiegłby na drugim miejscu. Ta sytuacja Waldkiem tak wstrząsnęła, że następnego dnia zapisał się na kolejne zawody. Zaledwie po kilku tygodniach wygrał i to z dużą przewagą prestiżowe zawody w Niemczech na dystansie 2X Ironman.
– Siłę do takich zawodów bierze się z głowy. Psychika jest bardzo ważna, czego doświadczyłem. Tak naprawdę nie wiemy, jakie pokłady energii posiadamy – mówi Waldemar Kończak.
WYZWANIA SPORTOWE
Z biegów ultra ciężko będzie Waldkowi zrezygnować. To siedzi w głowie każdego sportowca. Potrójny Ironman odbił się na jego psychice. Podczas tych zawodów nie ma chwil na odpoczynek. Startuje się bez przerwy. Oczywiście w głowie Waldka jest nieukończony bieg Mistrzostw Świata i z pewnością będzie chciał go powtórzyć z lepszym rezultatem. To jest przyszłość, ale póki co czas na zasłużony wypoczynek.
WSPÓLNY RELAKS
Właściwie każdy rodzinny wypoczynek wiąże się z aktywnością fizyczną. Ostatnio Waldek odbył z żoną wyprawę rowerową z Austrii do Włoch – 420 km. Tak im się to spodobało, że za rok wybiorą się również, ale Waldek ma zamiar codziennie biec 60 km, żona będzie mu towarzyszyć na rowerze. – Podczas takich wypraw jest również czas na odpoczynek, spożywanie włoskich potraw i robienie pamiątkowych zdjęć, czyli pełny relaks – mówi Waldek.
RODZINA NAJWAŻNIEJSZA
Na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina, potem dopiero sport. Żona Monika bardzo wspiera męża w jego pasji sportowej. Towarzyszy mu podczas wszystkich zawodów. Tak naprawdę tworzą sportową rodzinę. 19-letni syn trenuje piłkę nożną. Gra w drużynie z Komornik, która rozgrywa mecze w lidze okręgowej, natomiast 14-letnia córka jest pasjonatką zwierząt, ma swojego konia i startuje w różnych zawodach. – Staram się być dobrym ojcem. Każdą wolną chwilę poświęcam rodzinie – mówi Waldek. Domowe obowiązki w większości przejmuje żona. – Staram się żonie w domu pomagać na ile czas mi pozwala – dodaje. Jednym słowem są zgraną parą, która wzajemnie się uzupełnia.
RODZINNY WYPOCZYNEK
– Z racji tego, że posiadamy zwierzęta: konia i trzy psy, wspólne wyjazdy rodzinne są utrudnione. Plusem jest to, że mieszkamy na wsi. Jest cisza i spokój. Przy domu mamy basen, a więc jest gdzie popływać. Nie ma czasu na nudę. Chciałbym, żebyśmy wszyscy byli zdrowi. Jesteśmy szczęśliwą rodziną i niech tak zostanie – mówi Waldemar Kończak.