fbpx

Ze śpiewem na ustach i tanecznym krokiem przez życie

Patrycja Błaszczyk uśmiecha się w czerwonej sukni.
Wiadomości z gminy
fot. Archiwum prywatne

Debiutowała w polkowickim Amfiteatrze, gdy miała cztery latka. Całe szkolne życie tańczyła i śpiewała w różnych lokalnych zespołach pieśni i tańca. W X Factorze zachwyciła Kubę Wojewódzkiego. Swoim sopranowym głosem uświetnia do tej pory gminne wydarzenia. Poznajcie Patrycję Błaszczyk – polkowiczankę, o której na krajowym rynku muzycznym jeszcze będzie głośno.

Rok 2014, Wrocław, utalentowana polkowiczanka wyrusza na podbój polskiej sceny muzycznej. Ma jej to umożliwić popularne wówczas talent show X Factor, w którym dwa lata wcześniej wybił się będący dziś u szczytu sławy Dawid Podsiadło.

– Od kuchni X Factor wygląda inaczej niż widzimy to w telewizji. Najpierw odbywają się przesłuchania w większych miastach. W pierwszym etapie sprawdzana jest skala głosu. Następnie casting przed kamerą przeprowadza producent. Dopiero po tych selekcjach 90 osób z całej Polski trafia na casting pokazywany w telewizji – wspomina Patrycja Błaszczyk. – Mnie udało się dotrzeć właśnie do tego etapu. Jako jurorzy zasiadali wówczas: Kuba Wojewódzki, Ewa Farna, Czesław Mozil oraz Tatiana Okupnik.

Patrycja postanawia zaśpiewać piosenkę Edyty Geppert. Repertuar nie trafia jednak w gusta jurorów. Wokalistka dostaje drugą szansę i śpiewa „Read all about it” Emelii Sandé. Po tym występie publiczność wstaje i oklaskuje ją na stojąco.

– Kuba Wojewódzki powiedział, że słuchanie pierwszego utworu było dla niego przyjemnością, a drugiego rozkoszą. Niestety dla pozostałych jurorów było to dobre, jednak zbyt poprawne i nie udało mi się przejść dalej. Dziś myślę, że mogłabym wybrać inny repertuar. Mimo wszystko było to naprawdę niesamowite przeżycie – wspomina Patrycja.

Talent stąd – z Polkowic

Patrycję kojarzy wielu mieszkańców naszej gminy, bo od lat śpiewa okazjonalnie na różnych lokalnych wydarzeniach. Uświetnia oficjalne uroczystości czy imprezy Centrum Kultury. Lokalną scenę zna zresztą bardzo dobrze. Od dzieciństwa jest związana ze śpiewem i tańcem. Debiutowała w wieku czterech lat na scenie polkowickiego Amfiteatru.

– Pamiętam, że pani Justyna Gleba-Kajak, która teraz jest moim kierownikiem, a wtedy prowadziła tę imprezę, dopytywała czy się nie boję, czy wszystko jest w porządku i obawiała się czy na pewno wyjdę na scenę. A ja wyszłam! Bez strachu. Zaśpiewałam. Miałam nawet swoje tancerki. Poradziłam sobie wzorowo – wspomina Patrycja.

W szkole podstawowej talent Patrycji szybko wychwyciła Bożena Kłosek, ówczesna nauczycielka muzyki w SP3, która wraz z Danutą Łuczyńską utworzyła w Ośrodku Kultury „Impresja” w Polkowicach Zespół Pieśni i Tańca „Fantazja”.

– Byłam w pierwszym składzie „Fantazji”. Tam tańczyłam i śpiewałam do końca szkoły podstawowej. Pamiętam, jak pani Bożena zabrała nas na duży festiwal do Kielc, który trwał dwa tygodnie, a koncert finałowy był transmitowany w TVP. Potem wraz z przejściem do gimnazjum, postanowiłam spróbować swoich sił w Zespole Pieśni i Tańca „Gwarkowie” w Lubinie. Twórcy „Gwarków”, państwo Basia i Radek Danek to cudowne osoby. Byli dla mnie wsparciem – mówi Patrycja.

Mimo napiętego grafiku i dojazdów do Lubina, nasza bohaterka brała też indywidualne lekcje śpiewu u pani Idy Tamary Zagórskiej, która prowadziła sekcję wokalną w Centrum Kultury. Pod okiem instruktorki Patrycja rozwijała skalę głosu. Pracowała nad oddechem. Ćwiczyła włoskie wprawki operowe. Praca zaowocowała m.in. Grand Prix na Festiwalu Piosenki Francuskiej.

– W tamtym okresie po szkole jadłam szybki obiad albo czasem nie. Odbywałam lekcję śpiewu i potem szybciutko biegłam na busa do Lubina, na zajęcia do „Gwarków”. Wracałam wieczorem – wspomina. – Bardzo mi się podobał taki styl życia. Kiedy jednak przyszedł czas wyboru studiów, uznałam, że muzyka zawsze może mi towarzyszyć i zawsze mogę do niej wracać, ale to praca na etacie daje stabilne poczucie bezpieczeństwa i wybrałam pedagogikę wczesnoszkolną.

Muzyczne korzenie prosto z Kielecczyzny

– Talent mam po mamie, chociaż ona nigdy nie pokazywała swojego głosu publicznie. Raz zaśpiewała ze mną w „Impresji”. To było chyba podczas Dnia Mamy. Jest z tego pamiątkowe wideo – uśmiecha się i wspomina. – Moja mama ma bardzo liczne rodzeństwo. Większość rodziny mieszka w Kielcach. To tacy grajkowie. Zawsze, kiedy się spotykamy np. w święta to tradycją jest rodzinne muzykowanie. Podczas takich spotkań wujek wyciąga akordeon, cała rodzina się zbiera i śpiewamy. To są zawsze bardzo miłe wspomnienia i jest to taka nasza rodzinna tradycja – opowiada.

– W rodzinie muzyka była od pokoleń. Pamiętam jak mój tato kupił bratu w Niemczech małą harmonię i jako sześcioletni chłopiec siedział przed domem i grał na ławeczce. Był samoukiem. Później poszerzył instrumenty o akordeon, gitarę. Z czasem, jako młody chłopak, śpiewał i grał po weselach i zabawach wiejskich. Nasza rodzina miała przydomek „grajki”. Jeden z braci Patrycji też jest uzdolniony muzycznie, potrafi grać na gitarze i perkusji – wspomina mama Patrycji, pani Elżbieta Baryło.

Czym skorupka za młodu….

Tę tradycję i miłość do muzyki Patrycja przekazuje również swoim dzieciom, które obecnie są w wieku przedszkolnym.

– Żona dużo śpiewa. Niemal cały czas: w aucie, w czasie treningu, przy wspólnym gotowaniu. Swoją pasją i pięknym głosem obdarzyła też naszą córkę. Kiedy pierwszy raz zaśpiewała mi „La vie en rose” wiedziałem, że chcę tego słuchać do końca życia. Namawiałem Patrycję do śpiewania w zespole, ale póki dzieci są małe, to czas z nimi jest najważniejszy. Wierzę, że o jej talencie niedługo usłyszy cała Polska – mówi Maciej Błaszczyk, mąż Patrycji.

W ubiegłym roku, podczas obchodów kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, w inscenizacji przygotowanej przez lokalnych artystów obok Patrycji zadebiutowała ze jej córka Lena. Co ciekawe, jej dziewczynka miała wówczas cztery latka i wystąpiła na scenie Amfiteatru. Historia zatoczyła koło…

W Centrum Kultury

Ostatecznie, Patrycja zawodowo wcale od tańca i śpiewu daleko nie odeszła. Od 11 lat pracuje jako instruktor w dziale organizacji imprez w Centrum Kultury w Polkowicach. Jest to jej pierwsza etatowa praca, którą rozpoczęła od stażu jeszcze na studiach.

– Ta praca pozwala mi przebywać w pobliżu sceny. Jest to bardzo ciekawe, szczególnie przy większych wydarzeniach czy koncertach. W pracy jesteśmy blisko artystów. Widzimy jak to wszystko wygląda od A do Z. Lubię to, co robię. Choć czasem, gdy występują znani artyści u nas, ale też gdy jeżdżę duże wydarzenia, jak ZORZA czy Męskie Granie, to myślę sobie, że też mogłabym być po tej drugiej stronie i występować na scenie obok Kaśki Sochackiej i Dawida Podsiadło, których bardzo lubię słuchać – mówi Patrycja.

Wszystko dzieje się po coś

– Jak schodziłam ze sceny w X Factorze, to w rozmowie z Patricią Kazadi, powiedziałam, że zobaczymy się w następnej edycji. Niestety tej następnej edycji już nie było… Formuła się wyczerpała i program się skończył. Szkoda, bo chciałabym jeszcze spróbować. Są jednak inne programy. Czas pokaże, bo teraz koncentruję się na wychowaniu moich dzieci, ale myślę, że to jeszcze nie koniec przygody. Tym bardziej, że po 30-ce u kobiet zmienia się sposób myślenia, zwiększa pewność siebie i poczucie swoich możliwości – mówi Patrycja. – Myślę, że wybrałabym teraz mocniejszy repertuar.

Najczęściej jednak możemy usłyszeć Patrycję lokalnie w spokojnych, wyważonych i lirycznych aranżacjach.

– Zazwyczaj wymagają tego okoliczności. Natomiast lubię też rockowe brzmienia. Nie zamykam się na żaden gatunek muzyczny. Nigdy nie próbowałam pisać własnych utworów. Podoba mi się na przykład projekt koncertów solistów z orkiestrą górniczą – podkreśla.

Trzymamy kciuki, by świat o Patrycji z Polkowic jeszcze kiedyś usłyszał.

red. Edyta Drzymała

Galeria Zdjęć

Tłumacz
Zajrzyj na Facebooka
Przejrzyj Instagram
Oglądaj na YouTube