Wielką satysfakcję daje docieranie do przodków, poznawanie ich losów i świadomość tego, ile pokoleń złożyło się na to, że jest się tu i teraz. Tak można podsumować niezwykłą wyprawę w czasie Mariusza Staraka, geodety z Sobina. Jej efektem jest drzewo genealogiczne rodziny.
Na początku była ciekawość
– Zaczęło się od tego, że któregoś dnia ciocia Hania, siostra mojego taty Władysława, opowiadała o naszej rodzinie i wspominała przodków. Oboje już nie żyją. Wtedy bardzo mnie to zaintrygowało. Chciałem poznać przeszłość moich bliskich po stronie taty, ale potem także mamy oraz rodziców żony, na ile to możliwe – mówi Mariusz. W rozmowie z nami skupia się na rodzinie Staraków, którą powojenne losy ze wschodnich ziem zawiodły do Parchowa. Jak opowiada, były dwa transporty. Jeden trafił w okolice Chocianowa i Parchowa, drugi – Żar, Brodów, Gubina, Lubska. Starakowie i ich krewni byli w obu tych składach. Rozdzielili się też terytorialnie. – Pojechałem w tamte strony, spotkałem się z tą częścią rodziny i po tej wizycie pojawiła się myśl, żeby spisać dzieje moich przodków i stworzyć drzewo genealogiczne – wspomina. Zaczął 20 lat temu.
Pierwszy krok

– Tata pochodził z Gródka Jagiellońskiego – opowiada. Pojechał do Gródka. Miejscowość zrobiła na nim wrażenie. Z minionych czasów ostał się kościół i pobliski budynek. Ale odnalazł dom dziadka Michała. Tak mu się przynajmniej wydaje, bo jak wynika z opisu, stał niedaleko prochowni. Potem działał tam jakiś zakład. Dziadkowie zajmowali się rolnictwem. Odnalazł też cmentarz, bardzo zapuszczony, z kilkoma zaledwie nagrobkami, a raczej tego, co z nich zostało. – Na szczęście zachowały się księgi metrykalne – podkreśla. – Jednak przede wszystkim korzystałem z Archiwów: Głównego w Warszawie oraz w Przemyślu. Stamtąd czerpałem informacje między innymi o urodzinach i zgonach. Najstarsze zapiski, do których dotarłem sięgają około 1712 roku. Na tej bazie dotarłem do danych o rodzicach dziadka Staraka. Szukałem kolejnych przodków.
Filary poszukiwań
Poza ciekawością, w tej wyjątkowej podróży w czasie kluczowe są cierpliwość, determinacja i weryfikacja. – Trzeba wiedzieć, gdzie szukać, bo ogólnie dostęp jest, ale trzeba trafić w konkretne miejsca, więc czasem trzeba się nagimnastykować – wyjaśnia. Poza tym, zdarzają się kłopoty z samymi imionami i nazwiskami przodków, bo w Gródku na przykład były trzy rodziny Staraków. Być może spokrewnione, ale w różnym stopniu. Żeby było jeszcze trudniej, to zwyczajowo niemal każdy miał jakiś przydomek. Posługiwano się nim na co dzień, więc trzeba było ją odszyfrować, żeby upewnić się, że to „nasz” przodek.
W cieniu trudnych czasów

Na pytanie, czy podczas tych poszukiwań były momenty zaskoczenia, zamyśla się i po chwili odpowiada: – Były. Wychodziły sprawy, o których niekoniecznie sam chciałbym wiedzieć, a teraz mówić. Rodzinne tajemnice, o których wiele osób chciałoby zapomnieć. Trzeba pamiętać, że to były bardzo trudne czasy. Podziały społeczne… – urywa. – Przyznam, że trochę zniechęciło mnie to do dalszych poszukiwań. Z jednej strony jest chęć dotarcia do korzeni, a z drugiej nigdy nie wiadomo, co się odkryje. Nie spodziewałem się tego, co znalazłem.
A jednak warto?
– Tak. Pomimo wszystko wielką satysfakcję daje to, że docieram do przodków i świadomość tego, ile pokoleń złożyło się na to, że jestem tu i teraz – podkreśla. – Na nasze geny składa się przecież wiele, wiele ludzi. To z kolei zaskoczyło mnie pozytywnie, zaintrygowało. Mariusz zainstalował też aplikację, która umożliwia upoważnionym użytkownikom dopisywanie danych. Dodając swoją gałąź, wzbogacają dzieje rodziny. – To dopiero byłoby drzewo – rozmarza się Mariusz.
|