Wspominamy mieszkańców naszej gminy, których pożegnaliśmy w tym roku.
23 czerwca, w wieku 87 lat, na wieczną wartę odszedł Jan Franczak, najstarszy wiekiem druh Ochotniczej Straży Pożarnej w Sobinie. – Był członkiem naszej jednostki od 1960 roku, czyli przez 65 lat, a od 2008 roku był członkiem honorowym – wspomina Marek Zalewski, prezes OSP Sobin. – Druh Jan był zawsze oddany naszej jednostce, gotowy do pomocy i wsparcia potrzebującym. Mnie osobiście uczył strażackiego fachu. Spędziliśmy wspólnie przy działaniach wiele trudnych chwil. Kiedy nie mógł już jeździć do działań, zawsze odwiedzał remizę. Interesował się życiem naszej jednostki.
W latach 1978 – 1984 dh Franczak był w zarządzie sobińskiej OSP, potem ponownie w latach 1996 – 2006 i w tym samym okresie był też w Zarządzie Oddziału Gminnego ZOSP RP w Polkowicach. W 2015 roku został uhonorowany najwyższym odznaczeniem, jakim można wyróżnić strażaka-ochotnika, tj. Złotym Znakiem Związku.
Walczył do końca
15 kwietnia po długiej walce z chorobą nowotworową zmarł Jakub Kopaniecki, były bramkarz Górnika Polkowice. Miał zaledwie 25 lat i marzenia, które – co ważne – zaczynały się spełniać. Chciał był piłkarzem i został nim. Zaczynał w drużynie juniorów Górnika. Kiedy jego kariera rozkwitała dając szansę gry w 1. lidze rozgrywek seniorskich, nadszedł pierwszy cios: diagnoza – guz mózgu. Kuba dzielnie walczył z chorobą, wspierany nie tylko przez najbliższych, ale i mieszkańców Polkowic. Wszyscy kibicowali mu podczas kolejnych akcji charytatywnych z nadzieją na wygraną. Po kilku skomplikowanych operacjach, nawet w Szwajcarii, radioterapii i chemioterapii, Kuba wrócił do pełnej sprawności i do Górnika Polkowice. Pracował jako analityk i trenował bramkarzy w Akademii Piłkarskiej Miedzi Legnica. W udzielonym naszej gazecie wywiadzie w 2022 roku wyznał, że jego marzeniem jest założenie szczęśliwej rodziny. I to też mu się udało, został ojcem. W ostatnim, jak się wkrótce okazało, wywiadzie zapewniał, będzie walczyć do końca, żeby wrócić na boisko. Potem nadszedł drugi cios: nawrót choroby. Szpital, kolejne chemioterapie, w końcu bezsilność wobec postępujących zmian chorobowych i ich skutków. Ostatnie tygodnie spędził w hospicjum. „Odszedł jeden z naszych” – tak żegnało go piłkarskie środowisko. Wszyscy chórem dodawali, że…
Odszedł za wcześnie.
3 października w wieku 30 lat zmarł Konrad Kowalczyk, sołtys Żelaznego Mostu. Miał wiele planów, co szczególnie zapowiadał w czerwcu zeszłego roku, kiedy po raz drugi mieszkańcy wsi powierzyli mu tę funkcję: – Pragnę, aby ta wioska dalej się rozwijała. Zależy mi na dopełnieniu inwestycji związanych z drogami i chodnikami. Jednym z moich priorytetów jest stworzenie ścieżki rowerowej oraz pieszej z Żelaznego Mostu do Pieszkowic. Mam nadzieję również, że uda się dopełnić postulaty z KGHM w sprawie dofinansowań do turnusów rehabilitacyjnych dla starszych osób, a także kolonii dla młodych.
We wsi wspominamy jest jako człowiek „zaradny i pomocny”, z którym dobrze się współpracowało. W Wydziale Ochrony Środowiska i Obszarów Wiejskich w Urzędzie Gminy Polkowice dodają, że był „uczynny, pracowity, ciągle zajęty, ciągle w biegu, pełen planów”. W szczególny sposób pożegnała go Monika Zachara, sołtyska pobliskich Pieszkowic: – Znaliśmy się od lat, mam syna w jego wieku, dlatego tak trudno mi to przyjąć. Odszedł zdecydowanie za wcześnie. Miał tyle planów. W ostatnich dniach często rozmawialiśmy nie tylko o sprawach sołeckich, ale i prywatnych. Troszczył się o to, żeby nie zostawić niezałatwionych spraw, nikogo nie urazić. Nigdy nie odmawiał pomocy, przeciwnie sam proponował wsparcie – podkreśla.
Lidia Brząkowska
Była wiceprezeską stowarzyszenia Klub Amazonek Polkowickich. Zachęcała panie do profilaktyki, dbania o siebie. Jak mówiła: – Pewien lęk zawsze będzie w nas, wiem to po sobie, dostawałam skierowania na darmową mammografię, ale bałam się iść. A jak coś wykryją, co wtedy? Teraz inaczej na to patrzę – dodawała.
– Była bardzo ciepła, bardzo życzliwa, sympatyczna, uczynna i przykro nam, że tak to szybko się skończyło, bo jeszcze mogła pożyć, ale walczyła do końca – mówi Barbara Broda z klubu Amazonek.
– Z Lidzią miałam kontakt cały czas, niedawno rozmawiałam z nią bardzo długo. Była bardzo słaba, ale jeszcze pozdrawiała wszystkich – wspomina Irena Kocój, także amazonka.



