Tęsknota za Polską sprawiła, że Jan Gidel poznał Władysławę i dochował się licznej rodziny. Przedstawiamy najstarszego dziadka w naszej gminie. Mieszka w Tarnówku.
Pan Jan urodził się 99 lat temu we Włoszczowicach w Świętokrzyskiem. I pewnie żyłby tam po dziś dzień, gdyby nie wojna. Młody kilkunastoletni chłopak został wywieziony na przymusowe roboty do Niemiec. Kiedy wojna się zakończyła niemiecki gospodarz proponował mu, aby został i ułożył sobie życie na Zachodzie. Zwyciężyła jednak tęsknota za Polską i rodziną. – Tato wrócił, ale z tej wojennej tułaczki pozostał mu jeden nawyk – mówi córka, pani Renata Kochanowska. – Przez całe życie szanował chleb i było to jego ulubione jedzenie. Teraz, ze względu na wiek, pieczywa je coraz mniej, ale kiedyś prawie do każdego posiłku musiała być chociaż kromka. Ojciec mówił, że na robotach u bauera były tylko zupy. Nie raz chodził głodny i pragnął tego chleba – dodaje.
Ziemie Odzyskane Kiedy młody Janek wrócił do rodzinnej wsi, dosyć szybko zdecydował się na powrót na zachód – ale tym razem na Ziemie Odzyskane. Centralna Polska to była wtedy ogromna bieda i ludzie szukali lepszego życia. I tak z wieloma osobami z rodzinnych stron trafił do Tarnówka. To była końcówka lat 40 – tych ubiegłego wieku. Po wysiedlonych Niemcach zostały domy i gospodarstwa. Rolnicza osada, bez górnictwa rud miedzi czy wału korony zbiornika Żelazny Most. – I tutaj w Tarnówku poznał moją mamę – wspomina pani Renata. – Bardzo ciężko pracowała wtedy na gospodarstwie, bo wcześnie straciła swoją matkę i razem z siostrą musiały pomagać ojcu.
Liczna rodzina
A rodzina z latami bardzo się rozrosła. Małżonkom urodziło się pięcioro dzieci, dlatego pan Jan nie tylko pracował nadal w PGR, ale także prowadził gospodarstwo, a nocami dorabiał jako stróż. Rodzina potrzebowała pieniędzy, więc odpowiedzialny ojciec starał się zapewnić byt swoim dzieciom. Ten wysiłek przełożył się na kolejne pokolenia. Dzieci dorosły i poszły na swoje. Urodziły im się dzieci, a im ich własne dzieci. Dzisiaj najstarszy dziadek w naszej gminie odbiera życzenia od 11 wnuków i 12 prawnuków. – Kiedy ojciec jesienią obchodził 98 urodziny zjechało się bardzo dużo ludzi. Były przede wszystkim życzenia zdrowia – wyjaśnia córka. Bo kiedyś bardzo aktywny człowiek, dzisiaj sam wymaga opieki i znajduje ją w kochającej rodzinie.
Sołtys Tarnówka
Mieszkańcy Tarnówka pamiętają pana Jana z aktywności społecznej. Przez wiele lat był sołtysem. A ponieważ charakter ma twardy i bywa wyrywny, to potrafił załatwić wiele rzeczy. – To za kadencji mojego teścia zbudowano tutaj remizę, gdzie teraz mamy też świetlicę – dorzuca pan Michał Kochanowski, który podobnie jak teść, też był sołtysem Tarnówka i zawodowe życie związał z kopalnią. – Teść załatwił pieniądze na materiały budowlane i skrzyknął ludzi na budowę. Ci w czynie społecznym postawili remizę. Na nikogo nie czekali. – Bo jak tato za coś się zabierał, to nie było zmiłuj się – dorzuca pani Renata.
Pole wygłaskane
– W sumie jego największą miłością jest ziemia. Nawet jak pod zbiornik poszło 5 hektarów naszej ziemi i zostały tylko 3 hektary, to nadal obsiewał ten skrawek. I do końca, kiedy tylko miał siły, obrabiał to pole przy użyciu konia. O żadnym traktorze nie chciał słyszeć – odpowiada córka pytana o charakter ojca. Mama to zawsze mówiła, że tato musi mieć wygłaskane pole, równiutkie jak od linijki. To było zawsze najważniejsze.