Ponad 150 uczestników, cztery kilometry do pokonania i pączki w roli głównej. Tłustoczwartkowy Bieg po Pączka w Polkowicach po raz drugi udowodnił, że kalorie najlepiej spala się w dobrej atmosferze – bez presji, za to z uśmiechem i przepięknym medalem na mecie.
Kolorowe stroje, rodzinne drużyny i dużo dystansu do siebie – tak wyglądała tegoroczna edycja najsłodszego wydarzenia biegowego w Polkowicach. Choć na trasie nie brakowało sportowej rywalizacji, równie ważne były wspólna zabawa i symboliczne rozliczenie się z tłustoczwartkowymi słodkościami.
– Jesteśmy bardzo zaskoczeni frekwencją, tym bardziej że dużo osób zapisało się z okolic Polkowic, a nie tylko z samego miasta – mówi Weronika Florian z Polkowickiego Przedsiębiorstwa Komunalnego, organizatorka wydarzenia. – Mamy 120 osób z pomiarem elektronicznym i około 30 poza nim, czyli ponad 150 uczestników.
Bieg polegał na pokonaniu czterech kilometrów na stadionie lekkoatletycznym przy ul. 3 Maja w jak najszybszym czasie, z limitem 40 minut. W tym roku po raz pierwszy zastosowano elektroniczny pomiar czasu, co pozwoliło sprawnie wyłonić zwycięzców w poszczególnych kategoriach wiekowych.
Sportowa rywalizacja stała na wysokim poziomie. Zwycięzcą II Biegu po Pączka w Polkowicach został Jacek Jabłoński z Legnicy, który potraktował start jako sprawdzian formy przed kolejnymi zawodami na Dolnym Śląsku. – W tygodniu biegam około 50–60 kilometrów. Dzisiaj to był test formy. Zjadłem pięć pączków, może dlatego tak szybko przybiegłem na metę – mówi z uśmiechem.
W przypadku tej imprezy nie wynik był jednak najważniejszy. Liczyła się rodzinna atmosfera, dobra zabawa i promowanie zdrowego stylu życia.
– Biegam rekreacyjnie od ośmiu lat i chciałem pokazać synowi, jaka to jest fajna atmosfera, bez presji na wynik – mówi Radek Kobos, jeden z uczestników. – Syn od wczoraj żyje biegiem i mówi, że pączka zje dopiero po przekroczeniu mety – dodaje.
– Kocham bieganie i staram się brać udział w każdej takiej imprezie. Chcę zaszczepić tę pasję w synu – podkreśla Agnieszka Górak, a jej syn Filip przyznaje: – Zjadłem dwa pączki i będę je spalał na trasie.
Nie brakowało też uczestników, którzy podeszli do wydarzenia z przymrużeniem oka. Aneta z Głogowa pobiegła w fartuszku i okularach w kształcie pączków: – To najpyszniejszy bieg. Stylizacja to inspiracja od syna i moja własna inwencja – mówi uczestniczka. – Zjadłam jednego pączka, drugi będzie nagrodą po biegu.
Do Polkowic po raz drugi przyjechała Joanna Konstanciak z Nowej Soli. – Zjadłam trzy pączki, więc teraz będę je spalać. Przyjechałam też dla medalu, bo jest wyjątkowy, robiony z sercem – podkreśla.
Dla medali faktycznie warto było przyjechać. Te ceramiczne, unikatowe cuda wykonali uczestnicy Warsztatu Terapii Zajęciowej ze Stowarzyszenia „Żyć Godnie”. Na mecie czekały też pyszne pączki z posypką z kwiatów, przygotowane przez Polkowickie Centrum Wolontariatu.