Mimo upływu lat doskonale pamiętają oryginalne nazwy miejsc, do których trafiali. Słowa, jakie wtedy słyszeli. Przede wszystkim pamiętają głód, chłód i strach. Te bolesne wspomnienia tkwią w nich bardzo głęboko. 17 września obchodzony jest Światowy Dzień Sybiraka.
Z tej okazji władze miasta zaprosiły na spotkanie mieszkańców gminy – zesłańców, którzy po napaści Związku Radzieckiego na nasz kraj we wrześniu 1939 roku trafili wraz z rodzinami w różne zakątki azjatyckiej ziemi. To wyjątkowe chwile, bo z roku na rok przy wspólnym stole zasiada ich coraz mniej. Często towarzyszą im najbliżsi, w których echa Sybiru też brzmią bardzo mocno. Tak jak u Haliny Senger z Moskorzyna, która przyjechała w imieniu 99-letniej mamy pani Weroniki Senger.
– Ojca wywieźli w grudniu trzydziestego dziewiątego roku, mamę w lutym czterdziestego roku, a wrócili w czterdziestym szóstym – mówi pani Halina. – Mama była blisko Mongolii i jeszcze mówili, że za górami już są Chiny. A góry były puste, bez jednego drzewa. Mama pracowała tam w kopalni złota i w fabryce złota. Opowiadała, że najgorszy był głód. Raz szła, na kamieniu była skórka chleba, a ona była taka głodna, że wzięła ją i zjadła. Ale coraz mniej lubi wspominać, gdzie była, co widziała, bo potem wpada w melancholię. Mówi, że to się w głowie nie mieści.
Choć takie rocznicowe spotkania odbywają się od kilku lat, to za każdym razem wywołują emocje. Z uwagą przysłuchiwali się im Piotr Cybulski, przewodniczący Rady Miejskiej i Wiesław Wabik, burmistrz Polkowic.
– Aż trudno uwierzyć, że organizm ludzki może coś takiego przeżyć, że może sobie poradzić z głodem, z mrozem, z ekstremalnymi wręcz trudnościami – mówi burmistrz Wabik. – Myślę, że dla wielu młodych ludzi byłoby to niesamowite doświadczenie posłuchać tych opowieści na żywo, dopóki tacy ludzie są wśród nas, bo jest ich coraz mniej. Książka czy film tego nie zastąpią – podkreśla.
Od wielu lat prezeską Koła Związku Sybiraków w Polkowicach jest Aniela Olszewska, ale na co dzień pomaga jej syn nieżyjącego już sybiraka – Mieczysław Domatowicz.
Pamiątką ze spotkania są okolicznościowe dyplomy i słodki upominek, m.in. miody.