fbpx

Inspiracje Amelii

dziewczyna, ciemne włosy, siedzi na stołku, gra na gitarze.
Wiadomości z gminy

Podczas niedawnego Dnia Kawy w polkowickiej kawiarni zaśpiewała własne piosenki i był to jej autorski debiut. Lubi eksperymentować, bawić się słowami, by „wydobyć z nich piękno”. Amelia Omińska z Sobina jest na początku artystycznej podróży. Właśnie rozpoczęła studia na pierwszym roku filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim.

– Piszę teksty piosenek w tym języku – mówi Amelia, ale zanim o tym opowie, wyznaje, że od dziecka lubi śpiewać. W szkole podstawowej należała do chóru Cantabile, ale muzyczne plany pokrzyżowała pandemia.

Czas poszukiwań

– Bardzo chciałam śpiewać, ale nie solo, bo byłam nieśmiała – wspomina. – Chór dawał mi poczucie komfortu, bezpieczeństwa, nie byłam sama na scenie.

W liceum Amelia zapisała się na kurs aktorski do Akademii Sztuk Scenicznych PAPA w Poznaniu. Grała główne role w spektaklach wokalnych, co pozwalało jej budować pewność siebie, oswoić się ze sceną. W Polkowicach z kolei chodziła na zajęcia aktorskie prowadzone przez Kingę Kaszewską-Brawer. Była tam razem z babcią i mamą. Na tym etapie artystycznej drogi bardziej skupiła się na aktorstwie niż śpiewie, choć ten cały czas gdzieś tam przewijał się, lekko tylko odsunięty na bok. Ogólnie, był to raczej etap poszukiwań, odkrywania „różnych opcji”. Bo lubi jeszcze pisać. Zawsze pisała, także wiersze. Leżą w szufladzie obok opowiadań. Z czasem pojawiły się teksty piosenek.

– W liceum poznałam przyjaciela, dzięki któremu zaczęłam grać – najpierw na ukulele, teraz na mandolinie, która jest ciekawszym instrumentem. Są jeszcze bębenki i podstawy pianina – wymienia.

Co w duszy gra?

Pierwszą inspiracją do tekstów piosenek była mitologia grecka, przebogate źródło wiedzy starożytnej, między innymi w kontekście wierzeń, których idee Amelia stara się porównać ze współczesnością. Stąd też pojawiają się w utworach motywy biblijne. Takie klimaty zawiera jej pierwszy album „Sodom and Gomorrach”. To dziesięć piosenek w języku angielskim, w większości jej autorstwa (tworzy pod pseudonimem – melinoë). Producentem wydanego pod koniec września albumu jest Cas, basista.

– Eksperymentuję, piszę kolejne utwory po polsku i angielsku, bawię się słowami, żeby wyciągnąć z nich emocje, pokazać ich piękno – dodaje Amelia. – Dużo rzeczy mnie inspiruje, nie lubię się ograniczać. Lubię improwizować.

Kolejna rzecz to podróże, poznawanie nowych miejsc i kultur, które też mogą być inspiracją. Jak choćby widok ulicznego grajka w deszczowy dzień w Weronie. Stał schowany pod jakimś daszkiem, przy pustej niemal ulicy, nie licząc grupki turystów, na widok których żywiej zaczął grać. Uśmiechnął się i nawet coś tam zakrzyknął. Surrealistyczna scena.

Ostatnio zainteresowała się tekstami piosenek napisanymi dla Ireny Santor. Ciekawe co z tego wyniknie. Powoli wykluwa się też pomysł na album z motywami średniowiecznymi, jak choćby z „Pieśni o Rolandzie” (francuskiego eposu rycerskiego) w kontekście bohaterskich czynów i śmierci, a w sensie ogólnym – tego, co po nas zostanie.

– Lubię wracać do przeszłości – wyznaje. – Bardziej czuję się bardem niż muzykiem. Skupiam się na tekstach, one są priorytetem, są dla mnie najważniejsze. – Chciałabym związać swoją przyszłość z muzyką, ona zawsze w moim życiu będzie obecna. Sztuka jest dla mnie wyciszeniem, pozwala mi wrócić do siebie, do moich emocji – podkreśla.

W tej wyjątkowej podróży Amelia zawsze może liczyć na wsparcie najbliższych, którzy przyzwyczaili się do jej artystycznej duszy.

Tłumacz
Zajrzyj na Facebooka
Przejrzyj Instagram
Oglądaj na YouTube