Pirackie przygody, szczęk rycerskiego oręża, rzemieślnicze stoiska, sokolnicy, stragany i ogniste widowisko. Po raz szósty bawiliśmy się na Jarmarku św. Sebastiana.
W niedzielne popołudnie polkowickim Rynkiem zawładnęły średniowieczne klimaty. Żar lał się z nieba, ale to nie przeszkadzało amatorom dobrej zabawy. Imprezę strzałem z hakownicy otworzył Piotr Cybulski, przewodniczący rady miejskiej: – Po to przyszedłem, żeby sobie strzelić, ku radości i weseleniu się wszystkich mieszkańców Polkowic – żartował.
W świat pirackich przygód i opowieści zabrał publiczność krakowski Teatr Walki.
– Przypłynęliśmy swoim statkiem, żeby pokazać życie pirackie, czyli pokaz walki, umiejętności żeglarskich w czasie sztormu, przygotowaliśmy warsztaty dla najmłodszych – mówi Leszek Galica, jeden z członków grupy.
Po raz kolejny gościła w naszym mieście ekipa z pracowni rękodzielników z Kluczborka.
– Staramy się pokazać stare zawody i umiejętności – wymienia Krzysztof Mateusiak, mistrz w robieniu papieru czerpanego. – Mamy specjalne ramki i przepis na wytworzenie takiego papieru, nie możemy go jednak zdradzić, to tajemnica zawodowa. U nas jest tak, że dzieci za wykonaną pracę dostają gotowy produkt – dodaje.
Swoich sił przy kole garncarskim spróbowała Zuzia, żeby zrobić kubek: – Wygląda na łatwe, ale takie za łatwe nie jest – uśmiecha się. – A najtrudniejsze to jest uformowanie – dodaje.
Z bogatego programu każdy mógł wybrać coś ciekawego.
– Bardzo lubię walki rycerskie i pokazy sokołów, polecam, są bardzo fajne, w tamtym roku też byłam – opowiada pani Stanisława. – W ogóle jest wspaniała atmosfera. No i jest nasz opiekun, święty Sebastian, to jest najważniejsze.
Po koncercie muzycznym rozpoczął się niezwykle widowiskowy taniec z ogniem, po którym szósty Jarmark przeszedł do historii.