Wódka w niedzielę

Od kilku lat trwa w Europie spór o handel w niedziele. Mało kto wie, że w Polkowicach ten spór rozgorzał już w XVII wieku.

Jak tylko nasze miasto otrzymało prawa miejskie (1265) na dobre zaczął rozkwitać w nim handel i rzemiosło. W takich profesjach jak bednarstwo, tkactwo czy murarstwo celowali nie tylko rzemieślnicy zamieszkujący domy w obrębie murów. We wsiach otaczających gród nie brakowało dobrych fachowców, którzy chcieli jak dawniej sprzedawać swoje towary w mieście. Niestety, zrzeszeni w cechy rzemieślnicy miejscy bardzo szybko zawetowali u księcia prawo do handlu i sprzedaży wyrobów rękodzielniczych wytwarzanych poza miastem, jego mieszkańcom. Powoływali się na – święte wtedy – prawo mili. Ta znana jeszcze ze starożytności reguła prawna przewidywała m. in., że wszystkie znajdujące się tam targi, kramy, składy (np. sukna), jatki, piekarnie i karczmy na obszarze o szerokości jednej mili od murów miejskich, musiały być własnością miasta. W praktyce oznaczało to zakaz działalności kupców i rzemieślników spoza grodu. Ci, nie godząc się na takie uregulowanie prawne, często naruszali prawo mili. Taka sytuacja musiała, prędzej czy później, doprowadzić do konfliktu. Tak też się stało i w końcu XVI stulecia miasto wytoczyło im proces, który ciągnął się następnych kilkadziesiąt lat. Kres prawnym przepychankom położył dopiero specjalny ukaz cesarza Rudolfa II Habsburga. W dokumencie wydanym 28 października 1604 roku w Pradze, cesarz potwierdził prawo mili, rozstrzygając w en sposób spór. Jednocześnie cesarz przyznał naszemu miastu tzw. przywilej czterech jarmarków. Zawierał on zgodę cesarską na odbywanie w mieście jarmarku w poniedziałek po Trzech Królach, w poniedziałek przed Zielonymi Świątkami, w dniu wspomnienia Apostołów Szymona i Judy oraz w niedzielę przed wspomnieniem św. Michała Archanioła. Te ostatnie cieszyły się największą popularnością, gromadząc z roku na rok coraz większą ilość kupców i kupujących. Już ok. 1669 r. niedzielne targi odbywały się ok. 20 razy w roku. Dość, że wkrótce nie spodobało się to niedzielne handlowanie katolickiej części mieszkańców miasta. W 1678 r. ks. Franz Johann Springer, proboszcz parafii p.w. św. Michała Archanioła, wniósł pod obrady miejskie projekt uchwały zakazujący organizowania niedzielnych jarmarków w mieście. Jako alternatywę proponował poniedziałki lub środy. Taka ingerencja w sprawy handlowe nie spodobała się z kolei kupcom i rzemieślnikom, którzy sporo by stracili na jarmarkach organizowanych w tygodniu. W trudnej sytuacji znaleźli się radni, którzy – należąc niejednokrotnie do lokalnego Kościoła katolickiego – musieli rozsądzić po której stronie jest racja. W końcu, po dwóch tygodniach radzenia nad wnioskiem, wydali swoja opinię. Utrzymano pozwolenie na niedzielne jarmarki, jednak zabroniono handlowania podczas trwających Mszy św. W dokumencie tym, datowanym na 21 stycznia 1679 r., czytamy m. in.: „Niezbędne środki żywnościowe, takie jak nabiał, jajka, mięso etc., będą sprzedawane do rozpoczęcia Mszy świętej.” Nie zezwolono natomiast na handlowanie w niedziele innymi artykułami spożywczymi, takimi jak zboża, wina i miód. Zabroniono także sprzedawania i kupowania wyrobów rzemieślniczych.
Na reakcję kupców i wytwórców nie trzeba było długo czekać. Zaskarżyli decyzję rady do sądu kameralnego w Szprotawie. Ten, po rozpatrzeniu wniosku, nakazał radzie jeszcze raz zająć się sprawą. Rada Miejska w Polkowicach, na swoim posiedzeniu w dniu 5 grudnia 1679 r., poszerzyła zakres swobód dla handlujących w niedziele. Tym razem rozszalał się proboszcz Springer, który rozpętał kampanię przeciwko radzie. Na takie dictum rada poskarżyła się na metody stosowane przez proboszcza do biskupa głogowskiego. Ten odwołał Springera z jego funkcji, powołując na jego miejsce przybyłego z Żar ks. Johanna Martina von Riegenberga. Za jego czasów jego posługi targi w niedziele odbywały się bez przeszkód, a od 1686 r. można było nawet handlować na nich wódką.