Kto pod kim dołki kopie…

Koronnym efektem wojny trzydziestoletniej był tzw. pokój westfalski, który i w Polkowicach zmienił życie gminy protestanckiej i miejscowych katolików. Od 1650 r. na terenie ówczesnego księstwa głogowskiego zaczęto bowiem wprowadzać w życie zarządzenie cesarskie, nakazujące zmniejszanie liczby ewangelickich kościołów. W ten sposób 6 lutego 1652 r. nastąpiło uroczyste przekazanie kościoła p.w. św. Michała Archanioła z […]

Koronnym efektem wojny trzydziestoletniej był tzw. pokój westfalski, który i w Polkowicach zmienił życie gminy protestanckiej i miejscowych katolików. Od 1650 r. na terenie ówczesnego księstwa głogowskiego zaczęto bowiem wprowadzać w życie zarządzenie cesarskie, nakazujące zmniejszanie liczby ewangelickich kościołów. W ten sposób 6 lutego 1652 r. nastąpiło uroczyste przekazanie kościoła p.w. św. Michała Archanioła z powrotem w administrowanie miejscowych katolików. Na ich czele stanął ks. Simon Cartesius. Edykt cesarski nakazywał jednocześnie dobre traktowanie nowych księży. Zakazywał też lżenia katolików. Kościół św. Michała pozostał w katolickich rękach aż do roku 1707. Do tego czasu wzbogacił się m. in. o nowy ołtarz, ambonę i wieżę dzwonną, zbudowaną w latach 1686-1690.

Wojna trzydziestoletnia zrujnowała nie tylko miejskie kościoły, ale także związane z nimi szkolnictwo. Dała się we znaki kasie miejskiej i zwykłym mieszkańcom miasta. Tylko na przestrzeni lat 1640-1645 z kasy miejskiej wypłacono na potrzeby okupujących miasto wojsk, ponad 10 tys. talarów.

Na mocy pokoju westfalskiego stosunki polityczne, religijne i terytorialne na terenie Rzeszy, oraz sprawy sporne między księstwami Rzeszy a cesarstwem oraz między Rzeszą a krajami ościennymi, ulegały normalizacji. Słowo to oznaczało dla Europy ostateczny kres dominującej pozycji cesarstwa austriackiego, zapewniając państewkom niemieckim samodzielność polityczną i wolność religijną. Dla Dolnego Śląska pokój westfalski oznaczał także zgodę arcykatolickiego cesarza Ferdynanda III Habsburga (pod naciskiem protestanckiej Szwecji) na swobodne wyznawanie religii protestanckiej, mimo przyjętej zasady cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia). Jednak cesarz zawarował swoją zgodę kilkoma warunkami. Jednym z nich był to, że na Dolnym Śląsku mogły powstać tylko trzy świątynie protestanckie. Zlokalizowano je w Świdnicy, Jaworze i Głogowie. Każda zbudowana musiała być w przeciągu roku, bez użycia gwoździ i w odległości strzału armatniego od murów miejskich. Przebiegłemu Ferdynandowi wydawało się, że w ten sposób na dobre uprzykrzył życie protestantom i zniechęci ich ostatecznie do budowy nowych świątyń. Mylił się. Na warunkach przez niego ustalonych na naszej, dolnośląskiej ziemi, powstały budowle zaliczane obecnie do najgenialniejszych tworów architektury europejskiej. Te ocalałe znalazały swoje trwałe miejsce na światowej liście UNESCO, jako bezcenne zabytki kultury materialnej. Ocalałe, bo – niestety – po głogowskim kościele pokoju („Schifflein Christi”) pozostało dziś tylko lapidarium. Za to kościoły w Świdnicy i Jaworze mają się świetnie, zachwycając co roku tysiące turystów, którzy przyjeżdżają tu ze wszystkich zakątków świata.

Na dobre czasy dla Polkowic i jego mieszkańców trzeba było zaczekać do zakończenia tej długiej wojny. Pokój przyniósł stabilizację, która szybko zamieniła się w zwiększenie zaludnienia Polkowic i wzrost zamożności jego mieszkańców. Proces ten zachwiały na pewien czas wojny cesarza Leopolda I z Turcją, których kosztami obarczono m. in. nasze miasto. Krótko później, odnoszący błyskotliwe zwycięstwa w wojnie północnej król szwedzki Karol XII zagroził granicom cesarskim na Dolnym Śląsku. W obliczu grożącego niebezpieczeństwa i na wyraźne naciski Szweda, cesarz zgodził się przywrócić ewangelikom ponad 120 świątyń. Kościół pw. św. Michała Archanioła znowu trafił w ręce protestantów.