Przejdź do treści

Ogrody wspomnień

Dodane: Poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Dziś zajmiemy się parkami w dawnych Polkowicach, a właściwie genezą ich powstania, rozwojem i najpiękniejszymi latami.

 

Do największych i najpiękniejszych terenów ogrodowo-parkowych należały bez wątpienia park miejski, promenada wokół dawnych murów miejskich, teren w okolicy skrzyżowania dzisiejszej Browarnej i Targowej oraz oczywiście legendarny Petschel, czyli park zbudowany w miejscu dawnych wyrobisk pocegielnianych.
Park miejski założono stosunkowo późno. W 1889 r. Georg Johann Wuerzel, mieszczanin polkowicki zajmujący się na co dzień handlem artykułami kolonialnymi (Rynek 11), zaproponował radzie miejskiej zagospodarowanie terenu po placu apelowym regimentu dragonów. Jak pamiętamy, huzarzy używali go latem do ćwiczeń z końmi i musztry, zimą wykorzystując kryty padok w miejscu dzisiejszej hali targowej. Kiedy malowanych ułanów zabrakło w mieście, pusta parcela domagała się gospodarza. Miasto wysupłało kilkaset marek i wynajęło ogrodnika, który teren wokół trzech stawów miejskich, ciągnący się aż do dzisiejszej ul. Górnej, wziął w swoje ręce. Nota bene park miejski zachował swoje miejsce i status quo aż do dziś.
Kolejnym miejscem odpoczynku była w XIX-wiecznych Polkowicach promenada, ciągnąca się w miejscu dawno rozebranych murów miejskich. Jej koloryt polegał na tym, że jak podają stare kroniki, była ona miejscem spacerów najbardziej zamożnych mieszkańców miasta. W niedzielne popołudnia można tu było spotkać samego burmistrza, spacerującego pod rękę z żoną. Pierwotnie zakładano, że trasa promenady otoczy całe miasto. Okazało się jednak w trakcie budowy, że jeden z mieszkających na północnym skraju miasta gospodarzy, nie chciał za żadne skarby odstąpić kawałka swojego gruntu pod utwardzone płyty chodnika (za: A.S.Bunsch „Im Garten der Erinnerung", Hannover 1958). Ostatecznie promenada obejmowała całą południową i zachodnią, oraz część wschodniej części miasta.
Najmniejszy z tej czwórki był parkowy placyk pomiędzy dawną ujeżdżalnia huzarskich koni a domem pastora i ulica Browarną. Tym, co wyróżniało to miejsce wśród innych, był biały, 10-metrowy obelisk poświęcony żołnierzom z Polkowic, poległym podczas I wojny światowej. Stał w centrum parku a pod tablicami na jego bokach składano wieńce podczas patriotycznych uroczystości.
Co do Petschel, to chyba niewiele trzeba wyjaśniać, bo któż dziś nie zna tego (mimo wysiłków wandali) nadal uroczego miejsca. Znajduje się ono daleko od historycznej zabudowy miasta, przy starej drodze prowadzącej z okolic zakładu dla osieroconych dzieci aż do Biedrzychowa. Przez półtora wieku po obu jej stronach wydobywano znakomitej jakości glinę, którą w stojącej pomiędzy wyrobiskami cegielni zamieniano na pierwszorzędny materiał budowlany dla całego miasta. Można powiedzieć, że Polkowice zbudowano z cegieł pochodzących z Petschel. Kiedy glina się skończyła, wykopane doły w naturalny sposób napełniły się wodą. To dało asumpt do przeorganizowania tego terenu na urocze miejsce spacerów i wypoczynku. Wyznaczono aleje, postawiono ławki, nasadzono piękne i rzadkie gatunki roślin. Sukces tego przedsięwzięcia był ogromny. Nie dość, że zachwyceni mieszkańcy zaczęli tłumnie odwiedzać Petschel, to jeszcze samo przedsięwzięcie zyskało sławę dzięki artykułowi na jego temat w Niederschlesische Beobachter. Dziś po dawnym blasku Petschel nie ma śladu. Ale nadal prowadzi do niego aleja stuletnich drzew wzdłuż ulicy Topolowej.